Fantasy z Morrigan w tle.

Blog o ciekawostkach historycznych, świecie "Królewskich Psów", różnicach kulturowych, rewolucjach w ludzkim umyśle wywołanych zmianami na świecie i innych sprawach wybieranych dlatego, że mnie zaciekawiły.

piątek, 1 czerwca 2012

Pochwała głupoty...

Arkady Saulski wypocił tekściszcze na temat fantasy. Czemu używam takich słów? Bo szczerze powiedziawszy nie wiem, jak toto lepiej nazwać. Co gorsza - umieścił to na portalu o nazwie "manipularz" a jakby ktoś nie wiedział co to takiego, to wyjaśnienie w nagłówku informuje, że to część szaty kapłańskiej symbolicznie przypominająca o konieczności pracy nad sobą.

P. Sadulski niewątpliwie pracuje nad sobą. Tyle, że praca ma dwa możliwe kierunki: można coś budować lub demontować.

Zaczyna od słów "Fantasy to historia pisana przez półinteligentów dla ćwierćinteligentów. Ale to coś więcej – to wspaniały przykład tego jak niezrozumienie czym jest chrześcijaństwo może prowadzić do intelektualnego ośmieszenia. " a potem po równi pochyłej jedzie w tę stronę.
Popisuje się nie tylko niezdolnością do zrozumienia konwecji literackiej i ignorancją (sądząc po wypowiedzi czytał kilka książek fantasy a resztę kartkował), ale także agresją i wrogością do wszystkiego, co nie zgadza się z jego Jedyną Prawdziwą Wizją.

W dodatku uważa, że pisząc takie rzeczy broni wiary. Cóż, wierze nie zaszkodzi głupota wyznawcy, chyba, że głupiec ogłasza się jej jedynym przedstawicielem...

Jeździ po dorobku wybitnych pisarzy i traktuje ich z góry, bo uważa, że ma do tego prawo. Pewnie sam pisze lepiej. Niestety w żadnej księgarni nie trafiłem na Wybitne Dzieła WP Saulskiego,  więc nie mogłem się przekonać.

Po porcji naśmiewania się z idiotów czytających i pszących fantasy przychodzi kolej na dawkę Prawdziwej Wiedzy od Maestro Saulskiego. Czytamy:
"Rycerstwo przecież, każde dziecko to wie, wywodzi się w prostej linii od chrześcijaństwa właśnie. Rycerstwo jest dzieckiem wiary. Przypominam, że archetyp szlachetnego rycerza – Roland, ginie broniąc wiary! Jest strażą tylną chrześcijańskiej armii i ponosi śmierć z rąk muzułmanów."

No proszę. A ja w swej ignorancji myślałem, że na rycerstwo złożyły się doświadczenia militarne kawalerii pogańskiego Rzymu i pogańskich Franków oraz równie pogańskich Celtów... połączona ze specyficzną organizacją państwową... a Roland zginął w wyniku niepowodzenia awanturniczo-rabunkowej wyprawy Karola Wielkiego, broniąc taborów i łupów swego króla. Ale ja nie jestem dzieckiem. A WP Saulski na  ten temat wie tyle, co każde dziecko.

Jest też i solidna porcja wiedzy o budowie miecza:

"Nawet miecz – ewoluując z jednej strony od rzymskiego gladiusa, a z drugiej – od konstrukcji wikingów, przybiera z czasem kształt krzyża nie dlatego, że tak dyktowały prawidła fechtunku (nie możemy tego stwierdzić, nie dysponujemy źródłami) lecz dlatego, iż służyć miał Bogu (tu z kolei źródeł aż nadto)."

Otóż tak się składa, że dysponujemy źródłami co do fechtunku. Bogatymi. Kształt miecza bierze się wyłącznie z zasad sztuki walki i niczego więcej. Powiązania z religią wzięły się tu z tego samego źródła, co i wiedza p. Saulskiego, czyli z kiepskich filmów. Mogę to udowodnić z mieczem ręku i nie ja jeden. Poważnymi badaniami i praktyką średniowiecznej Sztuki Rycerskiej zajmuje się w Polsce kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy osób i coś ze trzy uznane organizacje, w tym jedna oficjalna federacja sportowa.

"Rycerz będąc na wyprawie wojennej klękał z wyciągniętym mieczem, opierał sztych o ziemię i modlił się doń tak jak gdyby modlił się przed wizerunkiem krzyża."

Rycerz, który przed walką na śmierć i życie tępi swój cenny, wyszukany i starannie wybrany miecz (wart tyle co dwie albo trzy krowy) to, że zacytuję mistrza Sapkowskiego "kutas, nie rycerz". Wsadzanie ostrej wysokogatunkowej broni w ziemię to najlepszy sposób, by ją uszkodzić tuż przed chwilą, kiedy od niej zależeć będzie życie rycerza. I powtórzy to każdy posiadacz ostrej broni świadomy tego, ile pracy wymaga utrzymanie jej w stanie gotowości bojowej. Ale pan Saulski wie lepiej. Zna się na mieczach. Widział jeden na zdjęciu. Ale z daleka, żeby się nie zbrukać.

Owszem, jest kilka obrazków przedstawiających rycerza w takiej pozycji. Stanowią śladową ilość wizerunków rycerskich i są wyrazem wizji rycerstwa snutej przez duchownych. Wizji opartej na życzeniach a nie na opisie faktów. A trzeba tu pamiętać, że duchowni generalnie nie akceptowali rycerskiego stylu życia i wiele robili, by go zmienić, lub przynajmniej dopasować do własnych wymagań.

"Pytanie więc – skąd u sapka (i u innych tym bardziej) rycerstwo, jako klasa funkcjonująca na takich samych zasadach na jakich funkcjonowała historycznie, skoro zasadnicza baza do jej powstania – wiara w Jezusa Chrystusa – nigdy się tam nie narodziła?"

Otóż rycerstwo nie powstało z wiary w Jezusa Chrystusa, tylko ze stylu walki - konnej szarży w ciężkim uzbrojeniu. Der Reiter (i rycerz), Chevalier, mounted knight to po prostu jeździec. A Andrzej Sapkowski to wybitny pisarz. Żeby móc nazywać go "sapkiem" - trzeba by mu dorosnąć przynajmniej w okolice pięt.

"Pomijam już fakt, że każdy rycerz (poza jednym) jest u Sapkowskiego ukazany jako kretyn i bęcwał, ewentualnie fanatyk, rodem z anegdoty o rycerzu wracającym z wyprawy wojennej do zamku."

Popisowy styl czytania dał interesujący efekt: wśród całego tłumu rycerzy Sapkowskiego Saulskiemu udało się znaleźć tylko jeden typ, reprezentowany przez dwie postaci. Rzeczywiście rycerz Falwick jest fanatykiem a Tailles bęcwałem i kretynem.
Dlaczego to oni przyciągnęli całą uwagę p. Saulskiego, a nie którykolwiek z czeredy heroicznych bohaterów stających po właściwej stronie?

Może dlatego, że swój ciągnie do swego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz