Fantasy z Morrigan w tle.

Blog o ciekawostkach historycznych, świecie "Królewskich Psów", różnicach kulturowych, rewolucjach w ludzkim umyśle wywołanych zmianami na świecie i innych sprawach wybieranych dlatego, że mnie zaciekawiły.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Papierowe Orchidee

Kamil Czepiel uruchomił niedawno interesującego bloga pt. Papierowa Orchidea . Pomysł-znak naszych czasów, bo przed epoką internetu nie było łatwo zdobyć i opublikować co tydzień dość intymne wyznania od rozmaitych pisarzy. Jeżeli komuś w tym momencie krew mocniej ruszyła w żyłach - pragnę go uspokoić: intymność polega na opowiedzeniu o swej najważniejszej lekturze.
A wspominam o tym, bo dzisiaj była moja kolej - o, tutaj.

piątek, 1 czerwca 2012

Recenzja na Kawernie

Recenzja zamieszczona na Kawernie dała mi do myślenia... cóż, wniosek jest taki, że nie należy zbytnio eksperymentować, bo eksperymenty formalne czy rozmaite gry z gatunkami literackimi prowadzą w najlepszym razie do nieporozumień.
W każdym razie wiem, czego nie robić w przyszłości....

Pochwała głupoty...

Arkady Saulski wypocił tekściszcze na temat fantasy. Czemu używam takich słów? Bo szczerze powiedziawszy nie wiem, jak toto lepiej nazwać. Co gorsza - umieścił to na portalu o nazwie "manipularz" a jakby ktoś nie wiedział co to takiego, to wyjaśnienie w nagłówku informuje, że to część szaty kapłańskiej symbolicznie przypominająca o konieczności pracy nad sobą.

P. Sadulski niewątpliwie pracuje nad sobą. Tyle, że praca ma dwa możliwe kierunki: można coś budować lub demontować.

Zaczyna od słów "Fantasy to historia pisana przez półinteligentów dla ćwierćinteligentów. Ale to coś więcej – to wspaniały przykład tego jak niezrozumienie czym jest chrześcijaństwo może prowadzić do intelektualnego ośmieszenia. " a potem po równi pochyłej jedzie w tę stronę.
Popisuje się nie tylko niezdolnością do zrozumienia konwecji literackiej i ignorancją (sądząc po wypowiedzi czytał kilka książek fantasy a resztę kartkował), ale także agresją i wrogością do wszystkiego, co nie zgadza się z jego Jedyną Prawdziwą Wizją.

W dodatku uważa, że pisząc takie rzeczy broni wiary. Cóż, wierze nie zaszkodzi głupota wyznawcy, chyba, że głupiec ogłasza się jej jedynym przedstawicielem...

Jeździ po dorobku wybitnych pisarzy i traktuje ich z góry, bo uważa, że ma do tego prawo. Pewnie sam pisze lepiej. Niestety w żadnej księgarni nie trafiłem na Wybitne Dzieła WP Saulskiego,  więc nie mogłem się przekonać.

Po porcji naśmiewania się z idiotów czytających i pszących fantasy przychodzi kolej na dawkę Prawdziwej Wiedzy od Maestro Saulskiego. Czytamy:
"Rycerstwo przecież, każde dziecko to wie, wywodzi się w prostej linii od chrześcijaństwa właśnie. Rycerstwo jest dzieckiem wiary. Przypominam, że archetyp szlachetnego rycerza – Roland, ginie broniąc wiary! Jest strażą tylną chrześcijańskiej armii i ponosi śmierć z rąk muzułmanów."

No proszę. A ja w swej ignorancji myślałem, że na rycerstwo złożyły się doświadczenia militarne kawalerii pogańskiego Rzymu i pogańskich Franków oraz równie pogańskich Celtów... połączona ze specyficzną organizacją państwową... a Roland zginął w wyniku niepowodzenia awanturniczo-rabunkowej wyprawy Karola Wielkiego, broniąc taborów i łupów swego króla. Ale ja nie jestem dzieckiem. A WP Saulski na  ten temat wie tyle, co każde dziecko.

Jest też i solidna porcja wiedzy o budowie miecza:

"Nawet miecz – ewoluując z jednej strony od rzymskiego gladiusa, a z drugiej – od konstrukcji wikingów, przybiera z czasem kształt krzyża nie dlatego, że tak dyktowały prawidła fechtunku (nie możemy tego stwierdzić, nie dysponujemy źródłami) lecz dlatego, iż służyć miał Bogu (tu z kolei źródeł aż nadto)."

Otóż tak się składa, że dysponujemy źródłami co do fechtunku. Bogatymi. Kształt miecza bierze się wyłącznie z zasad sztuki walki i niczego więcej. Powiązania z religią wzięły się tu z tego samego źródła, co i wiedza p. Saulskiego, czyli z kiepskich filmów. Mogę to udowodnić z mieczem ręku i nie ja jeden. Poważnymi badaniami i praktyką średniowiecznej Sztuki Rycerskiej zajmuje się w Polsce kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy osób i coś ze trzy uznane organizacje, w tym jedna oficjalna federacja sportowa.

"Rycerz będąc na wyprawie wojennej klękał z wyciągniętym mieczem, opierał sztych o ziemię i modlił się doń tak jak gdyby modlił się przed wizerunkiem krzyża."

Rycerz, który przed walką na śmierć i życie tępi swój cenny, wyszukany i starannie wybrany miecz (wart tyle co dwie albo trzy krowy) to, że zacytuję mistrza Sapkowskiego "kutas, nie rycerz". Wsadzanie ostrej wysokogatunkowej broni w ziemię to najlepszy sposób, by ją uszkodzić tuż przed chwilą, kiedy od niej zależeć będzie życie rycerza. I powtórzy to każdy posiadacz ostrej broni świadomy tego, ile pracy wymaga utrzymanie jej w stanie gotowości bojowej. Ale pan Saulski wie lepiej. Zna się na mieczach. Widział jeden na zdjęciu. Ale z daleka, żeby się nie zbrukać.

Owszem, jest kilka obrazków przedstawiających rycerza w takiej pozycji. Stanowią śladową ilość wizerunków rycerskich i są wyrazem wizji rycerstwa snutej przez duchownych. Wizji opartej na życzeniach a nie na opisie faktów. A trzeba tu pamiętać, że duchowni generalnie nie akceptowali rycerskiego stylu życia i wiele robili, by go zmienić, lub przynajmniej dopasować do własnych wymagań.

"Pytanie więc – skąd u sapka (i u innych tym bardziej) rycerstwo, jako klasa funkcjonująca na takich samych zasadach na jakich funkcjonowała historycznie, skoro zasadnicza baza do jej powstania – wiara w Jezusa Chrystusa – nigdy się tam nie narodziła?"

Otóż rycerstwo nie powstało z wiary w Jezusa Chrystusa, tylko ze stylu walki - konnej szarży w ciężkim uzbrojeniu. Der Reiter (i rycerz), Chevalier, mounted knight to po prostu jeździec. A Andrzej Sapkowski to wybitny pisarz. Żeby móc nazywać go "sapkiem" - trzeba by mu dorosnąć przynajmniej w okolice pięt.

"Pomijam już fakt, że każdy rycerz (poza jednym) jest u Sapkowskiego ukazany jako kretyn i bęcwał, ewentualnie fanatyk, rodem z anegdoty o rycerzu wracającym z wyprawy wojennej do zamku."

Popisowy styl czytania dał interesujący efekt: wśród całego tłumu rycerzy Sapkowskiego Saulskiemu udało się znaleźć tylko jeden typ, reprezentowany przez dwie postaci. Rzeczywiście rycerz Falwick jest fanatykiem a Tailles bęcwałem i kretynem.
Dlaczego to oni przyciągnęli całą uwagę p. Saulskiego, a nie którykolwiek z czeredy heroicznych bohaterów stających po właściwej stronie?

Może dlatego, że swój ciągnie do swego...

poniedziałek, 28 maja 2012

Cyrklem w głowie wykształconej... część 3

Druga część tej opowieści  przybliżała nieco świat siedmiu sztuk wyzwolonych i wyobraźni przez nie uformowanej. O ile system nauczania oparty o te sztuki daje wiele, to jednak ma i niemałe wady a traktowanie wszelkiej nauki wyłącznie jako narzędzia do badań teologicznych bywało potężnym ograniczeniem. Niemniej jednak o wadach tego systemu nauczania warto porozmawiać gdzieś indziej, tu bowiem doszliśmy aż do fascynującej kwestii:  dlaczego prosta geometria jest lepszym narzędziem dla filozofa niż powiedzmy: muzyka? Kłania się tu prof. Jan Tadeusz Stanisławski i jego samodzielna katedra mniemanologii stosowanej badająca wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy i odwrotnie... ale minęło ok półtora tysiąca lat poważnego traktowania takich problemów, zanim zaczęły śmieszyć. Cofnijmy się zatem do tamtych czasów i potraktujmy poważnie tę wyższość.

Geometria fascynuje, bo pozwala odkryć prawa rządzące światem. A zatem człowiek badający świat powinien w nim szukać geometrii.
Jak to robił uczony mąż w średniowieczu?
Jako przykład posłuży nam Villard de Honnecourt - podobno architekt, a najprawdopodobniej złotnik podróżujący po Europie. Notował detale konstrukcyjne, wzory dzieł sztuki, schematy kompozycji.
Jego szkicownik jest najstarszym znanym nam szkicownikiem architektonicznym a zarazem bezcennym źródlem pozwalającym zajrzeć do średniowiecznych uczonych głów.
Załóżmy, że mistrz Villard był typowym uczonym swego czasu...

Na tych notatkach widać ciekawą rzecz: w sylwetce mężczyzny poszukuje się pentagramu, i to nawet wtedy, gdy pozycja ciała wcale na to nie pozwala.
Co takiego ważnego jest w pentagramie?
Otóż jest to stary i wieloznaczny symbol. Ludzie wykształceni i zainteresowani magią (czyli w średniowieczu prawie wszyscy) wiedzieli, że to prastary symbol pogańskich bogów. Nieliczni szczęśliwcy mogli też czytać, że wedle mistyków pitagorejskich jest to znak życia i zdrowia... co w oczach ówczesnych chrześcijan niekoniecznie stanowiło dobrą rekomendację. Ale dla pierwszych chrześcijan pentagram i liczba pięć symbolizowały pięć ran Jezusa i jego ludzką, cielesną stronę a to już coś pozytywnego. To również znak pięciu zmysłów, pięciu żywiołów (a raczej, jak rozumiano w średniowieczu - pięciu pierwiastków, czyli substancji podstawowych tworzących świat: ognia, wody, światła, powietrza, wiatru).


To również znak łączący pięć światów: fizyczny, eteryczny, astralny, mentalny i duchowy - pozwalający wyrazić wyższość ludzkiego umysłu w tych dziedzinach. Kto chce uprawiać magię - musi użyć pentagramu. Ale aż do XV wieku powszechnie uznawano istnienie białej magii - dobroczynnej i błogosławiącej a magię czarną traktowano jak margines godny ścigania a nie rozważań w gronie mędrców.
Dlatego pentagramu i innych figur geometrycznych poszukuje się w świecie przyrody aby odnaleźć  jej boski porządek.
Symbol nie jest abstrakcją bez związku ze światem.
Pentagram to ciało człowieka a ciało ludzkie to pentagram... i razem jest to splot symboliczny o wymowie pozytywnej. Villard de Honnecourt nie mógł przewidzieć, że około XIV wieku, przy okazji procesu templariuszy pojawi się po raz pierwszy skojarzenie pentagramu z wynalezionym przez oskarżycieli bożkiem Baphometem, co na zawsze powiąże ten symbol ze światem czarnej magii.



Do czasu pewnego znudzenia kompozycjami opartymi na prostych formach geometrycznych używano ich w plastyce bardzo chętnie. Zresztą do dzisiaj malarze doceniają zalety tej metody komponowania obrazu. Po prostu dawni mistrzowie upatrywali w niej czegoś więcej niż my: sposobu na rozumienie świata i poradzenie sobie z jego nieprzewidywalnością. Wierzyli, że poprzez odnalezienie geometrycznego porządku zbliżą się do Boga.
Przy okazji odkrywali coś ważnego: reguły sztuki i ludzkiego myślenia. Geometria dawała pewność, że chaos jest złudą umysłów prostackich, zaś światem rządzi prawo.
Dynamika geometrycznego komponowania nadała gotyckim plastykom siłę wyrazu, jakiej nie znali ich romańscy mistrzowie.
A zatem wciąż poszukiwali coraz lepszych reguł wyrażających matematyczną i geometryczną budowę świata.
Mogła to być kompozycja centralna, regularna, oparta na obrocie powtarzalnych elementów.
Stosowano ją wówczas, gdy należało wprost wyrazić przekonanie o porządku świata: tak powstawały witrażowe rozety katedr rywalizujące o to, która piękniej wyrazi tę ideę... oświetlając przy okazji nawę główną swoim kolorowym blaskiem.
Ale w ten sam sposób projektowano przekroje filarów dźwigających całe sklepienie. Czy po to aby uzyskać sztywną i lżejszą konstrukcję? Ale wtedy nie istniała inzynieria wytrzymałości! Aby uzyskać piękniejszą i ozdobną formę całego filara? Ale czemu to właśnie uznano za formę właściwą dla tego celu? A może dlatego, że element wspierający sklepienie winien ucieleśniać sobą ideę geometrycznej regularności, która wspiera Boże Dzieło: Świat, dar Boga dla człowieka.
Kompozycja geometryczna jest właściwie wszechobecna w tej epoce. Symetria to jeden z stosowanych porządków. Mogły to być też układy mniej oczywiste: grupy postaci czy rozmaite monstra. A wreszcie: mogły to być układy ukryte dla laika, lecz odbierane intuicją, albo doskonale czytelne dla mędrców biegłych w siedmiu sztukach wyzwolonych. Na przykład zaprezentowana obok twarz zaplanowana w oparciu o szereg jednakowych kwadratów. Jeśli przyjrzymy się jej - łatwo zauważymy, że w sztuce gotyku ten styl wykreślania twarzy stanowił regułę. Villard de Honnecourt dla pamięci wykreślił tę regułę... bo jego szkicownik to przede wszystkim dziennik rozwoju osobistego artysty: zbiór wzorów, reguł, notatek otwierających nowe horyzonty wyobraźni po to, aby nie stracić później tych doświadczeń i na ich podstawie stworzyć konkretne dzieło.


Szkicownik de Honncourta można traktować też jako zapis rozwoju osobistego artysty - zawiera próby przepracowania nie tylko proporcji konstrukcji ludzkiego ciała ale również przymiarki do konstruowania budowli, notatki techniczne, szkice rusztowań i... obciążeń, takich jakie mógł zobaczyć uczony nie będący inżynierem.

De Honnecourt notował w zasadzie wszystko - nie bez powodu. Takie po prostu były realia jego świata. Miał małe szanse, by powrócić w to samo miejsce i uzupełnić braki w zapiskach, nie mógł zaś przewidzieć, czy nie zostanie konsultantem przy jakimś nietypowym dziele. Mamy dzisiaj problem z ustaleniem, kim właściwie był: architektem? rzeźbiarzem? malarzem?
Najbardziej prawdopodobna teza głosi, że był... złotnikiem.
Co ma złotnik do rzeźby - można zrozumieć, choć z trudem. Ale do konstrukcji ciesielskich w architekturze?
Otóż ma sporo. Przy wielkich budowlach takich, jak katedry gotyckie, pojawiały się czasem nieoczekiwane problemy. Wówczas proszono o konsultacje każdego, kto mógł służyć wiedzą o istniejących rozwiązaniach. Bywało, że złotnik zastępował architekta, gdy okoliczności zmuszały a innych architektów w okolicy brakło.
W średniowieczu rzetelna wiedza była klejnotem rzadszym niż perły.
Podobnie zresztą jak dzisiaj, chociaż dzisiaj o nią łatwiej...
W każdym razie siedem sztuk wyzwolonych było niezaprzeczalnym fundamentem każdej wiedzy, a geometria - podstawą techniki.
Jeśli komuś wydaje się, że mistrz Villard był jakimś wyjątkowym miłośnikiem szukania form geometrycznych w świecie - niech popatrzy chociażby na kapitele kolumn:











W świecie geometrycznej, prostej kompozycji nawet Judasz wisi centralnie - a, że swym czynem zaburzył porządek, podkreślono moralną ocenę asymetrią jego postaci. Towarzyszące mu diabły natomiast strzegą go jak najbardziej regularnie, niczym lustrzane odbicia. Ostatecznie one wypełniają Boży plan.


Wydawac się może, że takie geometryczne myslenie ograniczało sie do mnichów i kosciołów. Nic podobnego! Geometria była stałym elementem wykształcenia, a zatem patrzono na nią jak na jego znak. Zresztą z korzyściami dla dyscypliny myślenia - geometria naocznie wykładała istnienie logiki w otaczającej nas rzeczywistości.
W Boskiej Komedii Dantego świat jest podzielony na kręgi.

Mistrz Lichtenauer - porządkując swoją wiedzę szermierczą sprowadził ją do łatwych do zapamiętania postaw i ciosów podstawowych pogrupowanych według liczb. Jego następcy zrobili to samo - nawet po renesansowych odkryciach z zakresu rysunku ilustracje w traktatach szermierczych zachowały geometrię i dynamikę - ze względów praktycznych: rzeczy uporządkowane łatwiej opanować myślą.
Ta geometria myślenia pojawia się w każdym traktacie szermierczym. Dzisiejsi praktycy sztuki rycerskiej wiedzą, że tak idealne wykonanie techniki w walce to rzadkość, jednakże zdają sobie sprawę z tego, że właśnie te rysunki najlepiej pokazują dynamiczny układ sił w starciu.

Ilustracja z traktatu Mistrza Fiore Dei Liberi to interesujący przykład  geometryzacji sztuk walki:  położone na sylwetce ludzkiej miecze wyznaczają kierunki ataku bronią - ale też dokładnie tak samo wygląda schemat podstawowej pracy nóg... do tego alegoryczne zwierzęta: Lew, Leopard, Ryś, Słoń pokazują dokładnie cechy, jakie należy sobie wykształcić - odwagę i wspaniałomyślność, agresję i umiejętność użycia podstępu, strategię,  postawę (moralną jak i tę zwykłą - pewność i stabilność na nogach). Gdyby ktoś nie zrozumiał to wszystkie te zwierzęta trzymają stosowne symboliczne akcesoria: strzałę - znak szybkiego ataku z daleka, zamkową wieżę jako symbol obrony i odporności, no i...  cyrkiel. Narzędzie każdego geometry jest czytelnym i oczywistym symbolem planowania.
Zresztą Fiore wprost próbował ująć swą sztukę walki w reguły oparte na figurach geometrycznych. Jego wykład może budzić uśmiech, ale zrzedła mi mina, gdy znajomy policjant rozpoznał w traktacie z końca XIV wieku współcześnie używane techniki obezwładniania...

Jak widać geometryczność samego myślenia była w tej epoce rzeczą oczywistą, nawet w sztukach tak praktycznych jak zapasy.
Możemy sobie powiedzieć: mroki średniowiecza.
Nie do końca.
Był to raczej dorobek intelektualny średniowiecza, który przeszedł na późniejsze epoki.
Każdy początkujący malarz przyswaja sobie te nauki w niezmienionej postaci jako podstawy kompozycji i rytmu - mało kto zdaje sobie sprawę, jak stara jest ta wiedza.
Oczywiście - została ona potem rozwinięta, co samo w sobie dowodzi wartości tego sposobu myślenia.
Poszukiwanie geometrii w ludzkim ciele było de facto poszukiwaniem Ideału i Zasady.
Znalazł je Leonardo da Vinci.
Jego Człowiek Witruwiański to być może najważniejsza praca na temat geometrii ludzkiego ciała, jaką kiedykolwiek stworzono...


Geometryczna harmonia wszechświata dała się zmierzyć, określić i pojąć. A według autorytetów jej zrozumienie otwierało rozumowi drogę do poROZUMienia z Bogiem, który przecież był Najdoskonalszym Planistą.
Każdy średniowieczny logik wyciągał stąd wniosek, że geometria jest sztuką boską...
A jak służyła sprawom Boskim - o tym w następnej części...

piątek, 11 maja 2012

Recenzje i pomysły

Na blogu Dune-Fairytales pojawiła się  recenzja "Królewskich Psów". Miło jest przeczytać, że kogoś bawią te same kulturowe  zjawiska co mnie - jednocześnie przyszło mi do głowy, że mógłbym  napisać tu coś o niektórych zwyczajach pojawiających się w moich historiach. Tabu imion, rozmaite ceremonie związane z bronią, mity i legendy dotyczące świata rycerzy... Póki co - muszę na czysto przygotować historię świętej geometrii i wykształcenia w średniowieczu, na co ciągle brakuje mi czasu.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Cyrklem w głowie wykształconej... część 2

W poprzedniej części przyjrzeliśmy się mapom średniowiecznej wyobraźni i podjęliśmy próbę zrozumienia ich specyfiki.
Czas odpowiedzieć sobie na poważne pytanie: Kto to wymyślił i jak? Co kierowało umysłem średniowiecznego intelektualisty?
Zapewne w każdym wypadku coś innego ale wspólne dla wszystkich twórców map było wykształcenie oparte o siedem sztuk wyzwolonych. Takich, jak poniżej:




Obrazek powyższy pochodzi z dzieła Hortus Deliciarum mistrza Herrada von Landsberg czyli Ogród Doskonałości. Powstało ono około roku 1180 i wśród innych delicji wzniosłego umysłu pokazuje nam wdzięki sztuk wyzwolonych... pod postacią siedmiu bardzo ponętnych i pięknie ubranych sztuk... damskich, z wszelkimi atrybutami przynależnymi pięknym paniom: uroda, wdzięk, strój... i piersi nieduże, okrągłe, sterczące poprzez modnie dopasowane suknie.
Średniowieczni uczeni lubili bardzo dosłownie pokazywać pojęcia abstrakcyjne. Jeśli o tym pamiętamy, czytanie dawnych ilustracji staje się ciekawsze.

Septem artes liberales tłumaczymy jako siedem sztuk wyzwolonych ale chodziło raczej o sztuki ludzi wolnych. A co to z kolei oznacza? Wolnych w sensie wolności osobistej, czy wolnych od czegoś? Dobre pytanie! Na szczęście wiemy, że od czasów antycznych chodziło tu o wolność od fizycznej pracy - ta bowiem pozostawała czynnością ludzi zależnych i w jakiś sposób zniewolonych. Warto jednak pamiętać, że dla ludzi w dawnych, sztywno uporządkowanych społeczeństwach "wolność" oznaczała coś innego niż dla nas. Taka, jaką wyobrażamy sobie dzisiaj - wówczas była niemożliwa... a raczej: nie uważano jej za wolność... To zaś, co uznawano za wolność - było w istocie uwolnieniem tylko i wyłącznie od samowoli suwerena. Hasło: "miejskie powietrze czyni wolnym" znaczyło właśnie tyle: człowiek przestawał być sługą pana, stawał się obywatelem miasta, mającym prawo do... opieki prawnej. Rządziło nim jasne Prawo a nie widzimisię dziedzica.
Obowiązków miał tyle samo albo więcej, lecz były jasno określone prawem obowiązującym wszystkich równych sobie.
Co ciekawe - to skrępowanie obowiązkami bywało traktowane jako wyznacznik wartości człowieka. Najwięcej wart był rycerz, którego obowiązkiem było poświęcić życie na rozkaz. Poniekąd był on ideałem człowieczeństwa zwykłego. Człowieczeństwo władców miało wymiar nieco nadludzki i święty.
Wolny od obowiązków pozostawał tylko człowiek luźny - nikomu nie potrzebny, każdemu obojętny, stojący poza społeczeństwem i prawem... postrzegany czasem jak odmiana zwierzęcia.
Pojęcie wolności nie było wtedy ani tak oczywiste ani tak pożądane, jak byśmy sobie dzisiaj myśleli. Do tej kwestii jeszcze wrócimy później, warto jednak pamiętać o tak odmiennym pojmowaniu wolności, gdy zastanawiamy się nad sztukami wyzwolonymi i życiem umysłowym średniowiecza.


Siedem sztuk wyzwolonych dzieliło się na dwie sekcje:
Trzy sztuki podstawowe czyli trivium - trivium gramatyka, dialektyka, czyli logika, oraz retoryka. Uważano słusznie, że bez nich czlowiek nie może się niczego nauczyć.
Cztery sztuki przygotowujące człowieka do studiowania filozofii i teologii czyli Quadrivium - arytmetykę, astronomię i muzykę.
Nie wyobrażajmy sobie, że po ukończeniu tej nauki ktoś posiadł praktyczną umiejętność grania, czy biegłość w obliczeniach. Takie praktyczne zajęcia niegodne filozofa opanowywano w domu, zresztą służyły ludziom niższego stanu: grajkom i kupcom.
Sztuki wyzwolone nazywano tak, gdyż uprawiali je ludzie wolni od pospolitej brudnej pracy. Teoria była ich powołaniem... i w myśl tego wzniosłego założenia rozważali te dziedziny jako nauki o liczbach, proporcji i harmonii.
Powstaje tu naturalne pytanie: po co komuś muzyka, jesli nie zamierza grać? lub nauka o liczbach, skoro nie zamierza liczyć? Astronomia dla duchownego wydaje się oczywista, bo przecież na niej opiera się kalendarz czyli naturalny rytm świąt. W świecie bez radia czy gazet każdy duchowny musiał być samowystarczalny pod tym względem - ale pozostałe trzy sztuki?
To jedna z większych różnic między ludźmi okresu średniowiecza a nami - warto jej się przyjrzeć.
Otóż Pismo Święte a dokładniej Księga Mądrości mówi wyraźnie: "Bóg wszystko urządził według miary i liczby, i wagi" (Mdr 11:20).
Człowiek w dawnych epokach rzadko miał do czynienia z książkami, więc czytał bardzo dokładnie i wiele razy, a jednoczesnie brał lektury znacznie bardziej dosłownie niż my dzisiaj. Jeśli sam Bóg stosował matematykę, to pobożny mąż powinien iść tą drogą do doskonałości.
Jednocześnie warunki życia codziennego były szalenie prymitywne, samo życie krótkie i narażone na wiele niebezpieczeństw. Banalne skaleczenie czy przeziębienie mogło się skończyć śmiercią. Tak zmarł biskup Henryk Kietlicz - który po prostu chciał w czasie procesji obejść boso kościoły w swoim mieście... Kroniki Długosza donoszą o cyklicznych klęskach straszliwego głodu co kilka lat, wojny na rozmaitą skalę trwały w zasadzie bez przerwy. Codzienność była pełna strachu, brudu i brutalności, do tego chwilowa, dlatego każde oderwanie od niej odbierano jako rzecz zbliżającą człowieka do Boga.
Teoretyzowanie odbierano jako działanie duchowe, pobożne i wzniosłe, praktyka należała do ludzi pośledniejszego stanu.
Przez połowę średniowiecza trwał spór o wyższość spekulacji nad doświadczeniem, angażowały się w niego najwyższe autorytety wiary - właśnie dlatego, że sprawa bezpośrednio dotykała systemu wartości.
Czy abstrakcyjne wartości to coś, co wpływa na praktykę?
Cóż, zastanówmy się nad przykładem: William Ockham głosił, że nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę - dla nas jest to sensowne podejście do problemów poznania, dla jego współczesnych - herezja podważająca samą definicję rzeczy boskich, bo Ockham powiedział też, że władza i porządek społeczny pochodzi bezpośrednio od Boga... co doprowadziło go do wniosku, że świecka władza papieży i biskupów nie jest konieczna. Spalenie Ockhama na stosie pozbawiłoby cesarza jedynego fachowca zdolnego do prowadzenia teoretycznego sporu z papieżem o władzę - toteż uczony chronił się najlepiej, jak mógł.
Teoretycy tego okresu bardzo łatwo dochodzili do wniosków, które co i rusz wywracały praktykę do góry nogami...
Pamiętajmy o tym, kiedy wyobrażamy sobie umysł średniowiecznego uczonego.
Grajek grał, znawca analizował teorię muzyki i jej miejsce w świecie.
Człowiek z gminu patrząc na studnię widział źródło wody. Mąż uczony i szlachetny widział przede wszystkim metafory pouczające o doskonałości dzieł Bożych. A miarą jego doskonałości i wykształcenia była ilość symboli, jakie zdoła ujrzeć.
Oto Fontana Maggiore w Perugii. Źródło wody, któremu znaczenia dodają wyobrażone sceny mitologiczne, kalendarz oraz przedstawienia sztuk wyzwolonych.


A że źródło to początek wszechrzeczy - wróćmy dzięki tej fontannie do sztuk wyzwolonych tak dosłownie pokazanych na jej płaskorzeźbach.


Muzyka bez grania to przede wszystkim nauka o harmonii trwającej w czasie, wyrażonej poprzez liczby i proporcje. Arytmetyka bez kupieckich obliczeń staje się nauką naprawde boską, bo całkowicie abstrakcyjną a zarazem, podstawową... Astronomia praktyczna służy orientowaniu się w dniach świętych, ale również analizowaniu budowy świata.

Najciekawszą z 4 sztuk jest niewątpliwie geometria.
Co takiego ciekawego jest w nauce o kształtach?
Otóż pozwala ona wykazać namacalnie wyższość teorii nad praktyką. Zwykły człowiek mający cyrkiel i linijkę bez podziałki może sobie pokreślić kółka i kreski. Mąż biegły w sztuce geometrii będzie tymi samymi narzędziami dokonywał precyzyjnych podziałów wielkości, wyznaczał skomplikowane plany budowli, kierował pracą kamieniarzy, którzy dzięki jego kierownictwu ułożą z kamieni piękną strukturę, chociaż sami umieliby tylko ustawić prosty mur.
Wyższość geometrii nad innymi polegała także na tak cenionej wówczas namacalności: przy pomocy prostych narzędzi osiąga się niezwykle złożone efekty. Cyrkiel, linijka bez podziałki, pion murarski - proste i zwykłe narzędzia, które każdy prostak mógł zrobić i wziąć do reki. Umysł uczonego używał ich do przetworzenia idei w kamienną konstrukcję.
Ale o tym, jak to robi - w następnej części...

czwartek, 5 kwietnia 2012

Cyrklem w głowie wykształconej... część 1

Przed Pyrkonem zapowiadałem, że umieszczę mój referat tutaj w odcinkach.
Niniejszym zaczynam.

W ciągu minionego roku wiele osób pytało mnie o różne rzeczy związane ze średniowieczem. Całkiem często pytano mnie o mapę.
Jedni pytali, czy narysowałem mapę świata Królewskich Psów, inni żądali kategorycznie, żebym ją narysował...
Dało mi to do myślenia na tyle, że nieco ugryzłem temat mapy średniowiecznej i średniowiecznego planowania, bo w średniowiecznej opowieści fantasy mapa powinna trzymać styl epoki.

Pozostaje pytanie: co to znaczy? Jaka jest średniowieczna mapa, jak ją robiono? To nie jest łatwe pytanie, bo w średniowieczu wcale nie rysowano map często - nie miały praktycznego zastosowania.


Podróżnicy poruszali się z przewodnikiem lub pytając o drogę...
Granice państw wyznaczano według łatwych do rozpoznania linii rzek oraz krain utrwalonych zwyczajem, zresztą dla celów politycznych dokładny opis tekstowy był bardziej użyteczny, niż mapa świata pozbawiona podziałki - władcy od czasów starożytnego Rzymu nie prowadzili systematycznych badań pomiarowych a bez tego nie ma mowy o podziałce mapy czy sensownej siatce odniesienia.
Żeglarze mieli w głowach plan wód i niechętnie zapuszczali się dalej... Tak naprawdę mapa, jaką znamy dzisiaj - wówczas prawie nikomu nie była potrzebna.

Prawdziwie wzniosły średniowieczny umysł kreślił mapę, żeby uporządkować świat doczesny wedle potrzeb duchowych. Rysowano je głównie po to, aby pouczyć ludzi a nie po to, by rozwiązywać ich przyziemne problemy... Jeśli zapytamy, gdzie jesteśmy - średniowieczny prostak powie nam, że o milę od Krakowa, zaś mąż uczony dokładnie określi nasze miejsce w Bożym planie bez specjalnej troski o doczesną wartość tego planu. Wedle jego wskazań uratujemy duszę... za cenę bezsensownego marszu po polu w niewłaściwą stronę.
I wbrew pozorom była to postawa bardzo potrzebna w świecie, w którym biskupi wkładali zbroje i wymachiwali maczugami.

Zobaczmy kilka map z tego okresu, abyśmy i my mogli skorzystać z nauki:


Mapa z Psałterza z 1265

Oto piękna mapa pokazująca cały świat. Dokładnie cały: warto zwrócić uwagę, że zmieścił się na Chrystus w pozie majestatycznej czuwający nad światem w towarzystwie aniołów oraz para niewielkich, ale okropnych smoków jako jego przeciwieństwo. Ponadto zawiera podstawowe informacje astronomiczne oraz morza, zatoki, góry, słynne rzeki znane z Biblii i z opisów Europy. Boska część mapy zajmuje około czwartej części całego przedstawienia... Warto zauważyć, że autor mapy jasno wyraził przekonanie że ziemia jest okrągła... tyle, że płaska. A w centrum ziemi jest święte miasto Jerozolima... To nie jest przejaw chętki na rysowanie mapy od cyrkla ani zwykłego wytłumaczenia sobie, że skoro widzimy horyzont wokół siebie, to cały świat powtarza kształt horyzontu. Świat pokazany tutaj pod osłoną błogosławiącego gestu Chrystusa jest dziełem Bożym. Jako taki musi być doskonały - a każdy uczony mąż w średniowieczu wiedział, że najdoskonalszą i najbardziej boską figurą geometryczną jest okrąg - który nie ma początku ani końca, chociaż jest zamkniętą i skończoną całością. Ponadto jego każdy element pozostaje jednakowo oddalony od centrum...


Warto popatrzeć na metaforyczne źródła rzek i rozmieszczone na horyzoncie symbole. Przytulona do krawędzi świata jest terra incognita, którą mnisi z "Imienia Róży" zapewne określiliby jako finis Africae. Żyją tam dziwaczni ludzie, o których wspominają dawni autorzy... lecz których nie sposób odnaleźć. Jeśli ktoś się z tego śmieje - niech pamięta, że Kolumb musiał odpowiadać na pytania także i o nich - mieszkańców dziwnych krain: psiogłowców, olbrzymów i takich tam...




Tractatus de Sphaera Mundi mistrza Johannesa de Sacrobosco z roku 1300 opiera się o inną, za to bardzo tajemniczą koncepcję kartograficzną - Ziemia tu również jest okrągła, ale koło świata podzielono na płaskie strefy, z których tylko jedną zajmują lądy i morza. Ciekawa jest orientacja: można rozpoznać Morze Śródziemne i słoneczną Italię, ale widać z mapy, że północ wypada tam, gdzie dzisiaj rysujemy południe. Najwyraźniej jej autor przyjął, że góra mapy winna odpowiadać wysokiej pozycji słońca... Warto zauważyć też, że nie zmieścił się na mapie Półwysep Skandynawski a tereny Niemiec czy Polski są trudne do określenia. Terra incognita nie jedno ma imię. Za to zdumiewająco wiele miejsca zajmują dwa morza znane starożytnym: Morze Czarne i Kaspijskie.




Mapa mistrza o nazwisku Opicinus de Canistris z roku 1335 pokazuje wyraźnie Europę i jej czułe, intymne zbliżenie do krainy lwów i innych Maurów.



Mapa angielskiego benedyktyna Ranulfa Higdena z okolic roku 1350 jest częścią wielkiego dzieła Polichronicon - księgi opisującej świat i wyrażającej ciekawe poglądy na związki rzeczywistości z teologią...
Widać, że autorowi tej mapy przyświecał jasny cel: zmieścić wszystko, o czym słyszał i utrzymać Jerozolimę w centrum. Ostatecznie Jerozolima to początek Świętej Historii - a zatem winna stać w punkcie, od którego zaczyna się kreślenie okręgu: święte miasto umieszczono tam, gdzie staje cyrkiel.
Początek kreślenia mapy odpowiada początkowi świętej historii.



Mapa Pietro Vesconte z roku 1328 pokazuje świat równie piękny... Autor pokusił się o astronomiczną siatkę odniesienia opartą o znaki zodiaku. Rzeki wypływają z tajemniczych gór, Jerozolima oczywiście jest w centrum świata a granice znanych terenów wyznaczono pasmami górskimi. Morze Śródziemne ma dość dopracowany kształt i zawiera mniej więcej dokładne punkty odniesienia - zapewne dlatego, że Pietro Vesconte opierał się na informacjach żeglarzy. Krym i Morze Czarne również opracował starannie... za to Afryka i Europa północna to znowu  terra incognita - ziemie nieznane i bez szczegółów. Na tej mapie widać rzecz bardzo ciekawą: to mapa wyobraźni wykształconego Włocha z początków XIV wieku...
Wśród zebranych tu jest to jeden z lepszych przykładów teologiczno-fantastycznej metody kreślenia map.
W miarę dokładne opisy krain interesujących oparto na informacjach praktycznych i uzupełniono Biblią...

Gdybyśmy spróbowali narysować mapę krain znanych z powieści fantasy według tej recepty - okazało by się, że jest ona inna dla każdego bohatera... Mapa Gandalfa byłaby inna niż mapa Froda a one obydwie różniłyby się od mapy Aragorna. Przenosząc ten styl uprawiania kartografii na świat wymyślony przeze mnie musiałbym rysować inną mapę dla czarodziejki Alicji, inną dla Raffika-an Saiid, jeszcze inną dla Rhouda-an Paul a przy rysowaniu map dla poszczególnych książąt musiałbym sam ze sobą stoczyć wojnę o poprawność polityczną.
Jak z tego widać rysowanie mapy samo w sobie może być przygodą... Ale wróćmy do map nieskażonych wiedzą geograficzną.
Pokazane mapy były obrazem świata ale takim, jakiego chciał autor mapy - inaczej mówiąc zapisem jego własnej wyobraźni.
A czym w takim razie była ta wyobraźnia? Co ją kształtowało? Co właściwie o niej wiemy?
O tym w następnej części...